poniedziałek, 25 sierpnia 2008
Dawno już nie miałam takiego dnia. Z jednej strony radość z otrzymanych zakupów w US i Chinach a z drugiej złość bo znów czegoś brakuje w paczce od Simona... a czego no??? oczywiście kwiatków. NIGDY WIĘCEJ NIE KUPIĘ KWIATKÓW NA EBAY!!!!!!!! mam do nich pecha i tyle. Już raz reklamowałam zakupy na ebay gdzie kupowałam same Primy i na szczęście paypal zwrócił mi pieniądze, ale co to mnie nerwów kosztowało to moje... No na razie się cieszę z zakupów a z pechowymi kwiatkami w końcu coś się wyjaśni... Niestety nie były dla mnie...
 
 
 
 
A oto niespodzianka... zupełnie o nich zapomniałam i tu takie cuda :))) najpiekniejszy jest jesienny, ceglasty agat, ciekawy fluoryt i pasiasty barwiony agat...
 
 
18:16, chrzanowa , zakupy
Link Komentarze (3) »
niedziela, 24 sierpnia 2008
Od kilku lat pod koniec lata (przedostatni tydzień sierpnia) odbywają się w Bolesławcu Dni Ceramiki Bolesławieckiej. Robiona jest ona ręcznie z białej glinki, wylewana do fora gipsowych, potem wypalana. Zdobi się ją jak przed kilkuset laty metoda stempelkową. Używa się barwników kobaltu, zieleni, brązów, żółci czy czerwieni. Potem jest ręcznie szkliwione, i jeszcze raz wypalana. Przyznam że to mój ulubiony typ ceramiki z kobaltowymi wzorami. Mam już ich całą kolekcję... i dokupuje dalej. Nic nie mogę poradzić na to że moje poczucie estetyki nie znosi naklejanych kalkomanii na białą, nijaką porcelanę. Na szczęście ta bolesławiecka powoli wypiera u mnie w domu już tą zwykłą...od kilku lat kupuję prawie tylko te stempelkowe cuda... Oto skarby które kupiłam ostatnio. Wprawdzie planowałam kupić trochę talerzy i kubków ale z Ta miska pokochałyśmy sie od razu ;)
 
 
 
 
 
A to część skarbów jakie mam juz w domu... to mała, malutka część
 
 
Całe święto jest świetne i sporo w nim atrakcji (giełda staroci, lepienie z gliny, warsztaty wystawy artystów, występujące gwiazdy i takie tam inne), mnie jednak z wiadomych względów interesuje najbardziej wystawa i kiermasz ceramiki...
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
W tym roku zachwyciła mnie też wystawa pewniej artystki ze Szklarskiej Poręby (niestety nie zapamiętałam nazwiska) Takich kotów a przede wszystkim żab bardzo jej zazdroszczę...
 
 
 
 
 
 
 
sobota, 23 sierpnia 2008

Wypoczęłam jak nigdy... nauczyłam się wielu rzeczy...

niedziela, 17 sierpnia 2008
Niedawno przegladając zdjęcia znalazłam te dwa... Troche wisiały na dzwiach mojej skrapowej szafy... są dla mnie bardzo ważne. Teraz będą stronami w moim albumie...
A teraz to już naprawdę jadę szukać jesieni... i chyba niestety ją znajdę...
sobota, 16 sierpnia 2008
Na tapczanie siedzi leń...Nieprawda!!!!!!!!!!!!!!!! Mimo że jakoś nie miałam weny do pisania, to jednak żeby trochę poprawić sobie humor powoli dziergałam to tu to tam... Nic specjalnego, ot takie wakacyjne robótki na próbę. Czasem ciężko się do czegoś zmobilizować, a skoro jeszcze nie wiem czy starczy mi energii żeby to skończyć,  to nie ma się co zabierać. Na razie projekty mam w głowie i pozostaną chyba tam jeszcze czas jakiś... A na razie zarażona pięknymi sowami u Cwasi http://1001pomyslow.blogspot.com postanowiłam zrobić coś swojego. Postawiłam na koty. I tak w moim mieszkanku pojawił się kot Oprych :)

Ostatnio robię też sporo biżuterii... niestety ucieka mi ona spod rąk niemalże jeszcze cieplutka... stąd brak zdjęć. Ale to zrobiłam dla siebie. Mam już trochę dosyć ciężkich, masywnych korali z kamieni, dlatego użyłam tutaj lżejszej formy z lawy wulkanicznej i drucianych kulek które są śliczne!!! Z lawa chyba polubimy się na dłużej...




I jeszcze jedno... od dawna mam te kamienie, za mało żeby zrobić jakiś komplet, za ładne żeby pomieszać z czymś innym... w każdym razie nie wiem co mam z tym zrobić... Na razie powstały kolczyki... razem z pięknymi srebrnymi tybetańskimi koralami... tylko nie wiem dlaczego na zdjęciach wyszły mi złote linki ...


 
To chyba na razie na tyle... jutro wyjeżdzam na tydzień do raju... czas się zacząć pakować... uprasza się o trzymanie kciuków za ładną pogodę ;)

12:32, chrzanowa , biżu
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 12 sierpnia 2008
Nastrój jak nastrój... albo jest albo...
poniedziałek, 04 sierpnia 2008
W blogowo scrapowym świecie nastała nowa moda na tzw Candy blog. Żeby wziąść w niej udział należy spełnić warunki podane na blogu i czekać na wyniki losowania.
Jako pierwsza w Polsce  coś takiego zorganizowała Nulka zwana Babskiem na swoim blogu http://babskotworzy.blox.pl  
(niech ktoś mnie oświeci i powie jak tu włożyć skrót)
a oto czym tym razem częstuje :) Więc się zgłosiłam ...
 
Zdjęcie oczywiście z blogu Babska (http://babskotworzy.blox.pl)
niedziela, 03 sierpnia 2008
Nie miałam gdzie przechowywac ATC i innych wymianowych skarbełków. A teraz juz mam!!! Robiłam je prawie tydzień... lubię nie musieć sie spieszyć... Zawijasy wycinałam cały poranek ... nie wiedziałam że to takie uspokoajające...
*
*
*
Moja kuchnia zamieniła się w małą przetwórnię. Brzoskwinie, jabłka, śliwki porzeczki i jeżyny to temat dzisiejszego dnia. Receptury zazwyczaj stare, typowe dla starych wschodnich terenów skąd pochodzi moja rodzina. Czasem sięgam po nowości, lub sama wymyślam, łącząc smaki. Ostatnim odkryciem są przepisy z książki "Kucharka Polska" z XIX w napisana przez Florentyne i Wandę. Znalazłam ja na jakimś targu staroci, bez okładki ale zawierającą to co najważniejsze.  Już samo jej czytanie przyprawia o dreszcze.
*
galareta porzeczkowa na prędce
Najlepszy jednak ze wszystkich sposobów jest nastepujący: na funt i pół obranych porzeczek, zrobić syrop z z funta cukru, wrzucić porzeczki; zagotować razem póki nie przestanie szumować, i wylać na gęste bardzo sito lub rzadkie płótno, i galareta gotowa. Do gąszczu z porzeczek dodac cukru, przesmarzyć i używac do pączków, naleśników lub legumin.
*
Sama robię dosyć często tą galaretę, nie tylko z porzeczek ale także z jeżyn czy innych owoców miękkich. Zresztą ...
*
*
A na balkonie wyrosły piękne pomidory ... wprawdzie malutkie, koktailowe ale już zrobiło się jak w wiejskim ogrodzie. Mieszkanie w wielkim mieście to wielka pomyłka!!!
środa, 30 lipca 2008
W końcu mogę spokojnie tu popisać, bo jak do tej pory to były tylko chwilki, i to na szybcika. Mam pozaczynanych okropnie dużo skrapowych rzeczy, muszę skończyć... a nie skończonych nie pokażę!!!!
Dzisiaj był cudny dzień, mimo tego okropnego upału. Od miłej pani sąsiadki pracowej dostałam bukiet z żółtych mieczyków i zatrwianu i sporo ziół do zasuszenia... bazylia pachnie w całym domu... a oczywiście mozarella kupiona i pomidory, takie prawdziwe z gruntu. Jutro na obiad będzie sałatka bazyliowo pomidorowa mniam...
kolejną przyjemnością było zobaczenie wielkiego stwora w sadzie. Siedział dumny na jednej z jabłonek ( wiedział co robi, bo siedział na pieknym Pirosie, królu letnich jabłek) i oglądał sad. Oto on... piękny prawda???
a odmiana Piros wygląda tak:
kiedy dojrzeje będzie jeszcze ładniejszy... jak malowany!!!
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13
tu zaglądam . Wszystkie zdjęcia i teksty na moim blogu są moją własnością, chyba że podpisane jest inaczej. Nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie.